Borys Blaszczok ma dopiero 13 lat, a już jest potrójnym mistrzem świata. Właśnie wrócił z Chorwacji, gdzie reprezentował Polskę w Mistrzostwach Świata w Karate i Pucharze Świata Dzieci. Zaprezentował się znakomicie – aż pięć z sześciu startów zakończył na podium.
– Fajnie być mistrzem świata, ale to mnie nie zmienia. Dalej jestem Borysem, który jutro musi iść do szkoły i na trening – podkreśla 13-latek.
Sześć startów, pięć medali
W mistrzostwach świata Borys wywalczył złoto w kata indywidualnym, kata drużynowym i kumite drużynowym, a także srebro w fukugo. Do medalowej kolekcji dołożył srebrny krążek w konkurencji kata podczas Pucharu Świata Dzieci. Kata polega na prezentacji układu technik, których poprawność i precyzję oceniają sędziowie. Właśnie w tej konkurencji Borys odniósł szczególnie cenne zwycięstwo. – Najbardziej cieszy mnie medal z kata – mówi młody karateka. – Udało mi się pokonać rywala, z którym do tej pory zawsze przegrywałem. Byłem dobrze przygotowany, trochę pomogło też szczęście.
Nie mniej emocji przyniosło fukugo, czyli konkurencja łącząca kata i walkę. W części kumite zawodnicy mają półtorej minuty, by zdobyć więcej punktów od przeciwnika. Borys wywalczył srebro, mierząc się po drodze z reprezentantami różnych państw. W finale spotkał się z Polakiem.
Karate od czwartego roku życia
Borys jest uczniem Publicznej Szkoły Podstawowej w Gorzowie Śląskim, a trenuje w Kluczborskim Klubie Karate pod okiem swojego trenera – senseia Andrzeja Olecha. Swoją przygodę z tą dyscypliną rozpoczął w wieku czterech lat. Dziś, po dziewięciu latach treningów, może pochwalić się sukcesami na międzynarodowej arenie.
– Na zajęcia z siostrą Amelią zaprowadzili mnie rodzice, i tak już dziewięć lat trenuję – opowiada. Treningi odbywają się trzy razy w tygodniu, ale przed zawodami zajęć jest znacznie więcej.
– Czasami miałem chwile zwątpienia, ale mimo wszystko szedłem dalej – przyznaje Borys. – Zdarza się, że totalnie mi się nie chce, ale jadę na trening i później okazuje się, że wyszło mi to na dobre.
Karate stało się jego sportowym wyborem. Wcześniej trenował również piłkę nożną, ale w pewnym momencie musiał zdecydować, której dyscyplinie poświęci więcej czasu.
– Ja po prostu lubię się bić, ale tylko na treningach i zawodach – mówi z uśmiechem mistrz świata.
Mistrz świata ze średnią 5,46
Sukcesy sportowe to nie wszystko. Borys musi jeszcze pogodzić treningi z nauką, a robi to znakomicie. Jego średnia ocen wynosi 5,46. – Wstaję, idę do szkoły, potem trening, nauka
i jazda na rowerze, którą uwielbiam – opowiada. – Zdarza się, że uczę się rano, przed szkołą. Jak na razie udaje mi się to wszystko pogodzić Po powrocie z Chorwacji na młodego mistrza czekała niespodzianka w szkole. Uczniów zebrano na hali, a Borysa poproszono, by wyszedł na środek i opowiedział o mistrzostwach. – Był dyplom, gratulacje, brawa, a potem w mojej klasie jeszcze takie mini fajerwerki – wspomina.
Medale nie mieszczą się już na półce
Za sukcesami Borysa stoją lata pracy, wsparcie trenerów – zarówno klubowych, jak i kadrowych – oraz doping rodziców i siostry, którzy towarzyszą mu podczas zawodów.
– Bez nich byłoby mi dużo trudniej – podkreśla młody mistrz.
Przed Borysem kolejne wyzwania. Rywalizacja w starszej kategorii wiekowej będzie trudniejsza, ale 13-latek nie zamierza rezygnować.
– Będę dalej trenował – zapowiada.
A medale? Tych ma już tak dużo, że zaczyna brakować na nie miejsca. Przed nim kolejne cele, treningi i zawody. Bo choć tytuł mistrza świata brzmi imponująco, na co dzień Borys pozostaje przede wszystkim uczniem, który musi znaleźć czas zarówno na sport, jak i na naukę.
MK
zdj.: archiwum klubu













